|
|
|
Było to w połowie lat pięćdziesiątych. Minął
już miesiąc od czasu, gdy otrzymałem świadectwo promujące mnie do klasy drugiej szkoły
podstawowej i właśnie spędzałem wakacje w Mierzwicach. Mieszkałem z rodziną u
zaprzyjaźnionych gospodarzy. |
![]() |
![]() |
Za domem było podwórko, chodziły po nim kury, kilka kaczek oraz kogut pilnujący całego ptasiego towarzystwa. Pilnował bardzo dobrze, bo gdy na niebie pojawiał się jastrząb, kogut wydawał charakterystyczny odgłos, a kury i kaczki w pośpiechu chowały się w krzakach. Pan Kogut zaś, stał na środku podwórka i patrzył w górę, a cała jego postawa mówiła: tylko spróbuj. Po takiej demonstracji siły jastrząb odlatywał i życie wracało do normy. Dalej, za domem był jeszcze sad wiśniowy i skarpa, a w dole płynął Bug. Ze skarpy rozciągał się widok od Siemiatycz aż po Mielnik. Pod koniec sierpnia, kiedy po ciepłym dniu, w nocy robiło się zimno, cała kilkukilometrowej szerokości dolina Bugu wypełniała się gęstą mgłą. Przed wschodem słońca stawałem na skraju skarpy. Mgła prawie od moich stóp wypełniała dolinę. Daleko, aż po wzgórza na horyzoncie rozciągała się równa biała powierzchnia, jak wielkie jezioro mleka. Wiatr nie wiał, a w ciszy słychać było tylko głosy budzących się ptaków. Po chwili, jezioro mgły zaczęło zmieniać kolor. Na wschodzie, podświetlone od spodu zaczęło jaśnieć czerwonym światłem. |
|
Światło stawało się, coraz bardziej intensywne, i po kilku minutach zaczęła wyłaniać się tarcza słońca. Równa dotąd powierzchnia mgieł, zaczęła zmieniać się w różnej wielkości bąble, które przekształcały się w monstrualnej wielkości słupy i olbrzymie kalafiory. Obok tych wielkich tworów parły w górę cienkie strużki, jak dymy ukrytych gdzieś pod powierzchnią kominów fabrycznych. Panującą dotąd ciszę przerwał szelest liści. To ruszył wiatr. Słupy mgły zaczęły odrywać się i jako obłoki odpłynęły za horyzont. Na dnie doliny ukazała się parująca jeszcze rzeka. Zaczął się dzień. |
|
Wracałem powoli do domu. |
![]() |
|
zaczynała codzienny marsz z końca wsi. Razem z
nią szedł pies Łobuz i kilka krów. Szli tak przez wieś a stado robiło się coraz większe
bo z każdego gospodarstwa przyłączało się do pochodu dwie lub trzy krowy. |
![]() |
Przez wieś jechały drabiniaste wozy, na
drewnianych, okutych żelaznymi obręczami, kołach. Na wozach piętrzyło się, na trzy metry
wysoko ułożone zboże, a stodoły zapełniały się aż po strzechy. |
|
Pamiętam jak któregoś wieczora pojechałem z niewiele ode mnie starszym synem gospodarzy, Grześkiem na pole po seradelę. Pole z seradelą było kilometr za Mierzwicami, w miejscu zwanym "Łysa Góra". Zmrok zapadał i trochę baliśmy się, bo mieliśmy przejeżdżać koło starego dębu. Miejscowi mówili, że nocą tam straszy. |
|
Pod dębem do dziś leży wielki kamień i stoi
krzyż, postawiony tam niewiadomo kiedy, ani z jakiej okazji. |
![]() |
| Patrz, te światła na horyzoncie, to Sarnaki, a to światełko, które porusza się,
widzisz? To jedzie samochód. W Sarnakach jeżdżą samochody, a już za rok mają tam być
tramwaje. Powiedział to z takim przekonaniem, że uwierzyłem mu. Myśl, że na drugi rok nie
będę miał czym zaimponować Grześkowi nie dawała mi spokoju. Czy Sarnaki okażą się lepsze
od moich Siedlec? W Sarnakach będą jeździły tramwaje a w Siedlcach nie ma nawet autobusów
miejskich. Jak ja się tu pokażę na przyszły rok?
MZ
|
|
Dolina Bugu w okolicy wsi
Mierzwice |